﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Dwa kilogramy złota cz. 2.">
<author_1="Adolf Rudnicki">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="12">
<date="1953-12-13">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Nie podoba ci się mój ubiór dlatego, że może za mało znasz nasze miasto, za krótko w nim przebywasz. Gdybyś przebywał dłużej, pochwaliłbyś ten mój strój, ma ogromne walory psychologiczne, zdał egzamin. Ja wiem, że to niezwykła rzecz, że widzę ciebie przed sobą, ale nie jest również zwykłą rzeczą, że ty widzisz mnie. Trawa by już dawno na mnie wyrosła, gdyby nie ten płaszcz, ta całość. Rozśmiesza ludzi, nawet żandarmi mnie nie zatrzymują, a o to chodzi. Przyglądają mi się, w końcu machną ręką i przepuszczą. Przecież pod taką bekieszą łatwo da się pęczek granatów przenieść i nikt nawet uwagi nie zwróci. Powinieneś cały oddział wystroić podobnie. Bierz przykład z mego stroju, naprawdę.
— A ja nie zgadzam się z tobą — odrzekł surowo.
— No, jak nie, to nie — próbowałem obrócić w żart to co powiedziałem. Wystrój ludzi jak uważasz, ludzie się podporządkują i ja się podporządkuję.
— Ale dlaczego wciąż mówisz o oddziale? — spytał z niezadowoleniem w głosie.
— A o kim mam mówić?
— O sobie.
— Jak to o sobie?
— Jestem zdania, że twój płaszcz zwraca uwagę i że nie powinieneś się w nim pokazywać na ulicy.
— Nie rozumiem cię, Andrzeju?
— No nie udawaj, powiedziałem przecież wyraźnie. Naraz podniósł się z krzesła, podszedł do szafy i wrócił z granatową jesionką; zauważyłem, że była wcięta w pasie.
— Zrzuć swoją bekieszę i przymierz.
— Jak to? Andrzeju, czy ty poważnie?... Za nic! Za nic w świecie nie zmienię mojego płaszcza; każdy człowiek ma prawo do swojego płaszcza. — Zerwałem się z krzesła. — Zresztą — podjąłem widząc jego niewzruszoną twarz i wzgardliwie wzniesioną wargę górną. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
